piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 35 "Nie tylko..."

Dzień minął na lataniu z Alice po sklepach, przymiarkach u krawcowej, obiedzie w najdroższej restauracji w LA. Moje życie zmieniło się diametralnie przez posadę w "LA Style" i niszczenie Edwarda Cullena, którego na początku nienawidziłam, a teraz...Teraz nie potrafię bez niego żyć. Jestem tą samą osobą z lepszym życiem. No i jestem zaręczona.
Siedząc przed tym telewizorem i zajadając ten popcorn czekałam na Edwarda i rozmyślałam nad tym jak mu to powiem. Tak się zamyśliłam, że nawet nie usłyszałam jak mój narzeczony wchodzi do domu. Zorientowałam się dopiero jak pocałował mnie w czoło. Edward usiadł między moimi nogami. Zdusiłem skrzywienie nosa, bo śmierdział tym piwskiem, ale pachniał też edwardowo. Lubiłam jego zapach. Oczywiście wiedziałam już, że Alice jest w ciąży. Mój pisk był raczej wywołany tym, że Jasper go opluł tym piwem.
A co ja miałam do zakomunikowania Edwardowi...No to tak.
- Edwardzie... bo ja ci muszę coś powiedzieć...

*Retrospekcja*

Pożegnałam się z Edwardem. On poszedł do Jaspera, a mnie porwała Alice. Wiedziałam o tym, że moja przyjaciółka jest w ciąży od jakiegoś tygodnia, ale obiecałam jej, że się nie wygadam. Obietnicy dotrzymam. Zresztą i mnie trapiły wątpliwości. Nie, nie co do Alice, ale co do mnie. Zawsze miewałam nieurealniane miesiączki, ale teraz nie miałam okresu od miesiąca? Półtorej? Tak, coś koło tego. W dodatku dziś rano wymiotowałam, ale wczoraj jadłam na kolację krewetki, może mi zaszkodziły? I wiecie...Nie miałabym takich myśli gdyby nie to, że Alice spodziewa się dziecka. We mnie odezwało się takie dziwne pragnienie 'też bycia matką'. Nienormalne nie? Mam wspaniałą pracę, mam szansę się spełniać zawodowo, ale...Chcę mieć dziecko. Ugh, jestem kobietą. Trudno to zrozumieć.
-Hej, Bella...Co jest...? - zapytała delikatnie Alice. Siedziałyśmy właśnie w cukierni. Ja jadłam pucharek lodów, a na deser po deserze miałam czekoladowego shake'a. Tak, jem deser po deserze. Widzicie w tym jakiś problem? Bo ja nie.
-Nic, a w sumie to nie wiem - wsadziłam na buzi łyżkę z lodami - Znaczy to nic złego, raczej, tak po prostu jakoś...Boże, brzmię jak popieprzona idiotka - znów zapchałam usta lodami.
-Brzmisz jakbyś miała chuja w dupie, to fakt...-powiedziała Alice. Uśmiechnęłam się lekko, tak ona i te jej słynne porównania - Ale ja widzę, że coś nie gra. Już mi gadaj o co chodzi, Swan. Jak na spowiedzi!
-No bo...-odłożyłam pusty pucharek po lodach i zaczęłam sączyć mojego shake'a - Ja nie wiem...Ugrh - warknęłam - Ally po czym zorientowałaś się, że jesteś w ciąży...?
-No po braku miesiączki i po prostu czułam to - była nieco zdziwiona moim pytaniem, ale odpowiedziała, dopiero po chwili zajarzyła - Aaaaaa - przeciągnęła - Sądzisz, że możesz być w ciąży?
-No w sumie...-znów wzruszyłam ramionami - W sumie nie wiem - mruknęłam, jak jestem zdenerwowana zawsze coś jem, a teraz co? Okazało się, że mój shake się skończył, niech to szlag. Alice wstała jak oparzona ze swojego krzesła, myślałam, że zebrało się jej na mdłości, ale nie.  Ona podeszła do mnie, wzięła mnie za rękę, zmusiła do wstania z krzesła i wyszła. Ale była zdeterminowana, wiedziałam, że coś chce zrobić, ale jeszcze nie wiedziałam co.
-Alice gdzie mnie ciągniesz...?
-Do apteki...-powiedziała poważnym, ale wesołym głosem. Tak, tylko Alice potrafi być w swojej powadze wesoła.
-Do apteki po...? - nadal się gubiłam
-Po test ciążowy dla ciebie, Głuptasie...-zaśmiała się. Staliśmy już przed apteką - No raz, raz, Mała. Ale byłoby cudownie, nasze dzieciaki miały by się z kim bawić i w ogóle. Wspólne zakupy! - piszczała. Weszliśmy do środka. Uderzył w nas specyficzny zapach sklepów farmaceutycznych. Pamiętam, że jako dziecko kochałam przebywać w aptekach, tak, wiem dziwnie, ale co poradzić? Ja to ja. Alice kupiła test i znów za rękę wyciągnęła mnie z pomieszczenia. Wróciliśmy do domu jej i Jaspera. Chłopaków już nie było. Poszła ze mną do łazienki i wręczyła pudełeczko z testem. Spojrzałam na nią jak na kosmitkę.
-No i co z tym teraz...? - zapytałam.
-Ściągasz spodnie i majtki, robisz siusiu na patyczek i patrzysz...-powiedziała jak do dziecka. Wywróciłam oczami, wiedziałam jak się robi test, ale po prostu obawiałam się. Sama nie wiem czego. Jak nie byłam w ciąży, no to nic, wszystko przede mną. A jak będę w ciąży to...To w sumie chyba też dobrze.
-Ale ty będziesz się tak gapić? - zapytałam
-A masz coś czego ja nie mam, Bells...Oj, dawaj już! Im szybciej to zrobisz, tym szybciej to dziwne uczucie minie - uśmiechnęła się.
Więc zrobiłam wszystko co było trzeba. Nasiusiałam na patyczek. Byłam już ubrana i nadal ani ja, ani Alice nie zobaczyłyśmy wyniku.
-No dawaj, Bella...-powiedziała widocznie już zniecierpliwiona Alice. Westchnęłam i wyciągnęłam przed siebie rękę z testem ciążowym. Miałam zamknięte oczy, otworzyłam jedno, potem drugie. W końcu wzięłam się w garść i zobaczyłam wynik.
-O ja pierdole, kurwa mać, by to szlag ja jebie pozytywny Alice! - powiedziałam na jednym wydechu. Dziewczyna wyrwała test z mojej ręki.
-Pozytywny!- potwierdziła. Z wrażenia aż oparłam się o ścianę, a ręce położyłam na kolanach, aby się podeprzeć - Ale jazda! Ale zajebiście! Ojej, ja tak przeklinam, a nasze dzieci to słyszą!
-Alice, one jeszcze nie słyszą, chyba...-mruknęłam. Ally spojrzała na mnie uważnie.
-Bella, dobrze się czujesz, żadnych mdłości, ani nic, mdło wyglądasz...-zaczęła gestykulować rękami
-Wymiotowałam rano, ale myślałam, że się czymś zatrułam. Jest okej. Nie mogę w to uwierzyć, a może test się mylił...? - spojrzałam na Alice. Ta pokręciła głową, wyszła z łazienki i wróciła po kilku minutach.
-Zbieramy się, Bella. Na 18:00 masz wizytę u mojego ginekologa, teraz też twojego...-powiedziała po namyśle - Mamy mało czasu na zakupy.
No wiec wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na przymiarkę. Suknia Alice, jako druhny, była już gotowa. All wyglądała w niej prześlicznie. Alice zaczęła uzgadniać z krawcową kwestię mojego przytycia, ale na Boga. Ślub jest za dwa tygodnie, nie przytyję wtenczas, raczej. Co do mojej sukni, to była śliczna. Trochę krótsza z przodu, a z tyłu ciągnęła się po ziemi. Była delikatna i subtelna. Wolałam coś praktycznego, a nie najnowsze trendy modowe. Chciałam coś takiego aby za parę lat oglądać zdjęcia i pomyśleć, że wyglądałam ślicznie i nawet teraz nie zamieniłabym tej sukni na nic innego, a nie, że spojrzę na zdjęcie i powiem, że to jest totalnie nie w modzie i wyglądałam źle. Jednym słowem suknia była : idealna. Oczywiście miałam do niej dodatki, welon, białe rękawiczki przez Ally, która o to błagała. I tak nie będę ich nosić cały czas.
Pozostały do kupna buty. Nie wzięłam nic na wysokim obcasie. Będę musiała przechodzić w tych butach całą noc. Nie chcę się połamać przecie. Choć nie, ja umiem chodzić na szpilkach, ale na niskim obcasie będzie wygodniej i praktyczniej, tak sądzę, a ja się nie mylę, prawda? Prawda!
Potem poszliśmy na mały obiad do jakiejś restauracji, a co następnie? Wizyta u ginekologa. Gdy przyszła moje kolej chochlik wręcz wepchał mnie do tego gabinetu. A weszła ze mną tłumacząc to lekarzowi "Chris, to dlatego aby nie uciekła", a on się roześmiał. Był młodym ginekologiem, Edwardowi to się nie spodoba. Ile on miał 28, a może 29 lat? No i był przystojny, ale nie tak jak Edward, wiadomo. Kazał mówić sobie po imieniu, no tak, nie jestem od niego wiele młodsza.
Najpierw zadał mi kilka pytań, a potem kazał zdjąć bluzkę. Zrobił mi USG i potwierdził. Byłam w ciąży, było jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek zdjęcia USG, ale na monitorze było już widać mały pęcherzyk ciążowy. Christian umówił mnie na kolejną wizytę. Na tą przyjdę już chyba z Edwardem, mam nadzieję, że nie będzie zbyt zazdrosny o przystojnego ginekologa i zachowa się jak go matka wychowała.
Ahh, zapomniałam! W między czasie Alice zadzwoniła do Jazza i poinformowała go o swojej ciąży. Śmiałam się z tego co nie miara. Jakie to romantyczne, informacja o przyszłym ojcostwie przez telefon. Ja postanowiłam, że powiem to Edwardowi w oczy, dziś wieczorem.
I tak zrobiłam, przyszłam do domu, przebrałam się w koszulę Edwarda. Ja kocham w nich chodzić, a mojego narzeczonego to podnieca. Więc paradowałam sobie w jego koszuli i postanowiłam, że zrobię sobie coś niezdrowego. Padło na popcorn. Usiadłam przed telewizorem i czekałam.

*Koniec retrospekcji*

-...nie tylko Alice musi jeść za dwóch. Jestem w ciąży...-powiedziałam patrząc w jego oczy. 

______________________________________

No cześć, moje miłe.
Tak się cieszę, że LIM odżyło, a co do samej notki to może nie ma tam za wiele akcji, ale mnie przypadła ona do gustu.
Ja i ta moja skromność ^^
Okej, czekam na Wasze opinie, bo to przecież jest najważniejsze.
Reakcję Edwarda pozostawiam naszej Lady A.

A ja się żegnam, do NN.

Wampirek. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 34 "Szok!"

Siedziałem zrozpaczony na kanapie. Moją Bellę porwała Alice na przymiarkę sukni ślubnej i powiedziała, że nie będzie ich aż do wieczora. Co to ma być ja się pytam?! Żeby mi porwać moją przyszłą żonę... Ehhh... nie mam słów do tych ludzi. W dodatku mój własny rodzony brat sprzymierzył się z tą...tą... chochlicą i będzie mnie też dzisiaj ciągał po sklepach. No normalnie koalicja jakaś! Westchnąłem głęboko i zwlokłem się z wyra. Jak to możliwe, że będę dzisiaj robił za jakąś modelkę? I to własny brat mnie w to wciągnął. Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Garnitury, muchy jakieś inne ciulstwa. Tak jakbyśmy ja i Bella nie wystarczyli. Cholera no...
- A ty co o tym myślisz, głosiku? Halloooo??? Jesteś tam w ogóle??? 
- Pewnie, że jestem czubku. Czego ode mnie chcesz, zażywam popołudniowej drzemki. 
- Popołudniowej drzemki? Przecież jest przed 9 rano... 
- Ehhh... nie ważne, czego chcesz czubku? 
- Pytam cię o zdanie po raz pierwszy w życiu, a ty nie chcesz się wypowiedzieć? Wtedy kiedy nie chciałem, żebyś był w mojej głowie ty mnie opierdalałeś i w ogóle, a teraz nic?
- Posłuchaj. Moje zadanie zostało wykonane. Miałem z ciebie zrobić porządnego kolesia, którego nie obchodzi tylko bzykanie i chlanie. Udało mi się, zadanie zakończone, więc teraz zapadam w drzemkę, no chyba że znowu będziesz odwalał jakieś głupstwa. - Kurna... mój nieodłączny głosik daje mi spokój? Ten, przez którego wkurwiałem się codziennie? Ale fajnie. Odtańczyłem mój tanieć zwycięstwa na środku kuchni, śpiewając "We are the champions, my friend...", a kiedy skończyłem ktoś odchrząknął znacząco. Odwróciłem się powoli i zobaczyłem mojego brata, który stał w drzwiach kuchni z pobłażającym uśmiechem. 
- Ja wcale nie tańczyłem...- Nawet nie zdążyłem dokończyć, bo brat mi przerwał.
- Edwardzie, ja przecież nic nie mówię. Tylko lepiej nie pokazuj tego tańca Belli, bo zostawi cię przed ołtarzem i wypisze wniosek o wsadzenie cię do szpitala psychiatrycznego.- Powiedział i znowu się uśmiechnął. Usiadłem sobie przy wysepce chcąc spokojnie napić się kawy. Brat dołączył do mnie po chwili, z własną kawą w ręku. 
-No dobra. Edwardzie ja też wolałbym uniknąć dzisiejszego dnia, ale moja jakże przecudowna żona, namówiła mnie na latanie z tobą po tych wszystkich sklepach, więc nie mam wyboru. - Spojrzałem na brata z pobłażającym uśmiechem, wiedząc że mam przewagę. 
- A jak ładnie prosiła? - Spytałem poruszając brwiami jak czarny charakter z wodewilu. Brat kopnął mnie w piszczel i zaśmiał się znacząco. Auuu...boli.
- W zasadzie w ogóle nie prosiła. Po prostu... nie potrafię jej odmówić.- Spojrzałem na brata. Pantoflarz... zaraz, zaraz... to ja po ślubie też taki będę?! Matko kochana... nie chcę. Jasper miał dziwną minę. 
- Ej... co jest? - Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. - No mów. - Ponagliłem brata, który jakoś nie kwapił się do odpowiedzi. Kręcił się przez chwilę na stołku, ale nic nie mówił.
- Kurwa, no bo nie wiem co robić. Ty wiesz jaki ja mam sajgon w domu? Alice... no cóż... nie wiem najpierw myślałem, że to przez okres i w ogóle, ale okres jej się skończył dawno temu, a ona nadal ma takie humory, że masakra. Najpierw jest miła, zaraz potem nic jej nie pasuje, a jeszcze potem chce się pieprzyć. Nie ogarniam tego. Boję się, że coś się dzieje. Poza tym jest jakaś taka nerwowa, boję się że jest chora na coś i nie chce mi powiedzieć.- Brat zakończył swoją wypowiedź i zaczął wpatrywać się we mnie czekając co powiem. 
- Wiesz co... może i jest na coś chora, ale znając Alice powiedziałaby ci o tym od razu. Myślę, że problem leży gdzieś głębiej. Porozmawiaj z nią na spokojnie, bez krzyków i spróbuj się dowiedzieć co się dzieje. Wiesz nie ma nic z niczego, więc na rzeczy na pewno coś jest.- Jasper nie wiedząc co powiedzieć uśmiechnął się tylko lekko.
- Spróbuję z nią pogadać. A teraz ubieraj coś na tyłek i chodźmy na te zakupy, bo chcę to już mieć za sobą. A potem, wieczorem może jakiś mały mecz obejrzymy? Dogersi grają dzisiaj z Red Socks'ami. 
- Jasne czemu nie. Musze tylko zapytać Belli czy... - O chuj ja już jestem pantoflarzem. Ja pierdzielę. Trudno! Jest kobietą mojego życia i jeżeli ona chce zrobić ze mnie pantoflarza to będę największym pantoflarzem na świecie! I kropka!
- Zapytasz Bellę, po drodze do sklepu, a teraz się rusz, ubierz i jedziemy bo na prawdę nie mam zamiaru spędzić w tym gównianym sklepie całego dnia. - Pokiwałem głową przyznając bratu rację i poszedłem do góry się ubrać. Jako że na dworze było +30 stopni to ubrałem dżinsowe rybaczki, T-shirt z logiem Dogers'ów i sandały. Do tego moje ray bany i byłem gotowy. Zszedłem na dół po pięciu minutach, brat czekał na mnie przy swoim veyron'ie. Spojrzałem na samochód, potem na brata i jeszcze raz na samochód.
- Chodź, pojedziemy moim kabrioletem.- Brat spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Tak poszpanujmy trochę. - Powiedział i skierowaliśmy się do mojego prześlicznego, nowiuteńkiego garażu, który mieścił aż 14 marek pięknych samochodów! Czasami na prawdę uwielbiam być bogaty. No dobra nie czasami tylko zawsze. Ale próbuję być skromny, doceńcie to! Wsiedliśmy do mojego czarnego kabrioleta marki mercedes i wyjechaliśmy z garażu. Nie spieszyłem się, jechałem 70 km/h, tam gdzie jechaliśmy (czyt. na te cholerne tortury z przymierzaniem garnituru) nie było daleko, jakieś 20 km, więc nie miałem zamiaru pędzić jak szaleniec. Dojechaliśmy po pół godzinie, jako że utknęliśmy w korku i darłem się na całe gardło do tego kierowcy co ten korek powodował. W końcu musiałem się uspokoić, bo policjanci zaczęli na mnie dziwnie łypać, a nie chcę siedzieć w areszcie przed własnym ślubem. Zaparkowałem w takim miejscu, żeby nikt mi mojego autka nie zarysował i razem z bratem udaliśmy się do GAC*. W recepcji siedziała jakaś ładna dziewczyna, miała może z 22 lata i uśmiechała się do nas serdecznie. Kiedy podeszliśmy wstała i poprawiła sobie bluzkę.
- Dzień dobry panom. Witamy w GAC, w czym mogę panom pomóc? - Uśmiechnęła się szeroko i czekała, aż coś powiemy. Pierwszy odezwałem się ja. Jasper się rozglądał po przytulnym wnętrzu. 
- Dzień dobry pani...- Spojrzałem na plakietkę.-... Elizabeth. Mogę mówić Lizz? - Sekretarka spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, po czym się zreflektowała i kiwnęła głową na tak. 
- Oczywiście, panie Cullen.- Ahhh...  tu też mnie znają. 
- Dobrze, w takim razie Lizz  proszę powiedz mi na które piętro tego zacnego budynku mam się udać, będąc umówionym na przymiarkę ślubnego garnituru?
- Panie Cullen, windą na 23 piętro, potem skręcić w lewy korytarz i w pierwsze drzwi po prawej.   
- Dziękujemy pani bardzo. - Pociągnąłem brata za rękę i razem ruszyliśmy na 23 piętro. Po kilku minutach jechania windą znaleźliśmy się na najwyższym piętrze budynku. Poszliśmy tak jak pani recepcjonistka nam kazała i znaleźliśmy się w przestronnym pokoju o niebieskawych ścianach. Przywitała nas osobista stylistka imieniem Yvonne. Przez następne 2 godziny kazała mi się odwracać, kucać, siadać, rozkładać ręce i jeszcze inne takie. A potem Jasper poszedł na przymiarkę. Pod koniec wyszło na to, że jeszcze kilka poprawek i garnitury będą jak ulał. Podziękowaliśmy jej serdecznie i pospiesznie opuściliśmy budynek. Po kilku minutach z powrotem siedzieliśmy w moim kabrio. Spojrzałem na Jaspera a on na mnie.
- Masakra. - Powiedzieliśmy równocześnie i równocześnie się zaśmialiśmy. 
- Piwo? - Zapytaliśmy znowu równocześnie i wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Jasne, czemu nie. - Powiedziałem. Pojechaliśmy do Food & Wine na małe piwo. Uznaliśmy oby dwoje, że należy się nam za tak dobrze wykonaną robotę. Pijąc piwo podsumowaliśmy co jeszcze musimy kupić. Wyszło na to, że do kupienia mamy jeszcze dwie pary butów, muchy i jesteśmy odpowiedzialni za napoje alkoholowe i zwykłe. Wyszło nam, że zajmie nam to około 5 godzin, więc daliśmy sobie jeszcze 15 minut na dokończenie piwa. Rozmawialiśmy chwilę o pierdołach, a potem odezwała się komórka Jaspera. Odebrał a ja siedziałem cicho i wytężałem słuch.
- Tak słucham?- Usłyszałem głos mojej szwagierki po drugiej stronie. Jasper słuchał w skupieniu co mówi do niego jego żona i po chwili wypił do końca piwo. A potem stało się coś czego się nie spodziewałem. Mój brat opluł mnie piwem i krzyknął do słuchawki:
- Że jak?!?!?!?!?! - Wszyscy ludzie się na nas spojrzeli, ja czułem się jak po prysznicu a Jasper siedział z przerażoną miną na tym krześle. Alice znowu coś zaczęła mówić, tym razem pospiesznie.
- Alice...nie, nie przepraszaj mnie... jesteś moją żoną, siedzimy w tym razem. - Powiedział zmartwiony, ale po chwili się uśmiechnął. - Bardzo się cieszę kochanie. - Alice zamilkła na moment, a potem znowu coś zaczęła mówić wyraźnie bardziej spokojna i rozluźniona. Po chwili mój brat się pożegnał i rozłączył a ja zacząłem wycierać się chusteczkami, które podał mi barman. Spojrzałem na brata spod byka i wysyczałem:
- Co było tak strasznego, żeby opluć mnie piwem na oczach tych wszystkich ludzi, co?!?! - Byłem na maksa wkurwiony. Nie dość, że byłem prawie cały mokry to jeszcze wszyscy ludzie mieli ze mnie polew. Zajebiście wprost. Na pewno będę na pierwszych stronach gazet. Już widzę te nagłówki "Edward Cullen opluty przez własnego brata." albo "Sławny aktor cały skąpany w piwie.". Toż to chyba jakiś żart jest...
- Przepraszam Edwardzie, ale Alice powiedziała mi coś nieprawdopodobnego. - Spojrzałem na brata autentycznie zaciekawiony. Co mogło być tak ważne, żebym został opluty piwem?
- Dawaj. - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- To nie żadna choroba. Alice jest w ciąży. - Zatkało mnie. Dopiero po chwili zarejestrowałem, że z wrażenia spadłem z krzesła. Jasper czym prędzej mnie podniósł, powiedział barmanowi żeby zapisał nam na "krechę" i zaprowadził mnie do kabrio.
- Edwardzie, wszystko okey? - Spytał z troską.
- Tak, tylko... wow... to naprawdę jest powód żeby opluć mnie piwem. Wybaczam stary. - Po chwili jeszcze tkwiłem w tym szoku, ale dość szybko się zresetowałem i poklepałem brata po plecach.
- No to gratuluję. W końcu zostanę wujkiem! -Zaklaskałem w dłonie, a brat się zaśmiał.-Który to tydzień?
- Siódmy. Wychodzi na to, że już na ślubie była w ciąży. Powiedziała, że bała się mi powiedzieć. Ale nie wiem czego się bała, skoro ja się bardzo cieszę. - Spojrzałem na brata i pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Psychiki kobiet nigdy nie zrozumiesz...- Jasper przyznał mi rację i kiedy już się wysuszyłem z piwa pojechaliśmy na dalsze zakupy. Buty kupiliśmy stosunkowo szybko, tak samo jak muchy do garniaków. Zostały tylko procenty. W sklepie z wódką spędziliśmy 2 godziny, a z winem aż 3. Niestety bilans czasu przekroczył nasze wyliczenia i zakupy zajęły nam dokładnie 6 godzin i 48 minut. Zmęczeni całym dniem udaliśmy się do domu Jaspera, gdzie w spokoju mogliśmy się oddać oglądaniu meczu i komentowaniu tego jak nasi grają. Gdzieś tak po 21 pożegnałem się z bratem i pojechałem do domu. Bella leżała rozłożona na kanapie z popcornem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Patrzała na jakiś program o chirurgi czy innym gównie. Podkradłem się do kanapy i pocałowałem moją anielicę w czoło. Spojrzała na mnie uśmiechnięta i poklepała miejsce obok siebie.
- Dobry wieczór panie Cullen.
- Dobry wieczór panno Swan. Jak się pani dzisiaj miewa? - Zapytałem siadając w jej nogach i głaszcząc je delikatnie.
- A świetnie, dziękuję. A pan?
- Również świetnie. - Bells podniosła się i pocałowała mnie lekko w usta.
- Hmmm...pachniesz piwem. - Uśmiechnąłem się do niej szeroko i trąciłem jej policzek nosem.
- A no widzisz, bo zostałem opluty przez Jaspera piwem, gdyż pod wpływem bardzo...mhm... szokującej informacji reakcja Jaspera była bardzo gwałtowna i wyobraź sobie kiedy ja się dowiedziałem to spadłem z krzesła w barze. - Bella spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem.
- Co to za informacja?
- Otóż wyobraź sobie, że twoja najlepsza przyjaciółka będzie jadała teraz za dwoje. - Bella rozszerzyła oczy i aż pisnęła ze szczęścia, ale zaraz potem spochmurniała.
- Ej, skarbie co jest...?- Bells wtuliła się we mnie i szepnęła.
- Edwardzie... bo ja ci muszę coś powiedzieć...- Zamarłem w oczekiwaniu na informację, którą miała mi przekazać moja przyszła żona.

________________________________

*GAC- Giorgio Armani Center - Oczywiście nie ma czegoś takiego ale to fikcyjne opowiadanie :D

~~~~~~~~~~~~

Hej Kochani!
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba.
Mnie osobiście się nie podoba, ale osąd zostawiam Wam.
Wiem, że notki nie było długo i za to cholernie przepraszam.
To już się nie powtórzy.
Mam nadzieję, że nie gniewacie się na mnie i że nie gniewacie się za tak straszną notkę.
Trochę odzwyczaiłam się od pisania.
Wybaczcie literówki i inne niedociągnięcia.
Teraz czekamy na twórczość Naszej Bells.
A ja Was gorąco całuję :*
I serdecznie pozdrawiam,
Lady A.

czwartek, 14 marca 2013

Lady A.

Cześć, tu Bells Cullen-Swan z kolejną informacją.
Otóż, z ciężkim sercem ogłaszam, że Misia odeszła. I to nie jest jej widzimisię, po prostu stało się ''coś'' co spowodowało, że Misia nie może nadal prowadzić bloga.
Ale bez obaw, LIM zostanie dokończone z nową autorką, Lady A podjęła się ciężkiej sprawy. Pisać bloga, który praktycznie zbliża się ku końcowi. Jestem jej wdzięczna, że się na to zgodziła.
Proszę przywitajcie ją serdecznie, zasługuje na to, jest świetna i na pewno sobie poradzi.
Misia zostanie z nami w komentarzach.
Dziękuję jej, za tak wspaniałą współpracę. Kochamy ją, prawda? <3
Więc.
Następny rozdział wstawi Lady A.
Lady A witam w załodze. :)



wtorek, 26 lutego 2013

Informacja

Cześć, tu Bells Cullen-Swan...Właściwie to ωαмριяєк.
Zmieniłam nick, ponieważ google+ usunęło moje konto.
Myślę, że nie jest to wielki dramat....
Po prostu informuję, że mniemany ωαмριяєк
To ja!

Co do bloga to NIE ZAWIESZAMY!
NN ukaże się, nie wiem kiedy, ale się ukaże.
Alice na pewno nas nie opuści, to są  tylko chwilowe utrudnienia.

Wasza Bells Cullen-Swan, a raczej ωαмριяєк.

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 33 "Bo to jest właśnie szczęście"

Nasz nowy dom. Nasznowydom. Nasz. Nowy. Dom.
Niby takie zwykłe słowa. Sama nie wiem czemu płakałam. No tak...Ze szczęścia, ale miałam już dość płaczu.  Zaśmiałam się radośnie i oderwałam na jakiś centymetr od ukochanego. Spojrzałam na nasz dom. Nasz dom. Czyż to nie piękne słowa? Znów 'przykleiłam' się do Edwarda, a on się zaśmiał. Zaczął wyciągać coś z kieszeni. Spojrzałam tam. Klucze. Czy to są klucze do...?
-Chcesz zobaczyć? - wyszczerzył się. Podskoczyłam i zaklaskałam w ręce, jak małe dziecko, ale co poradzić ? Byłam zajebiście szczęśliwa. Zajebiście szczęśliwa to mało powiedziane. Ale dobra...
-Jasne, że chcę, Edwardzie - pocałowałam go. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. Otworzył drzwi. Weszłam na korytarz. I...WoW. Ten korytarz był ładniejszy niż moje całe mieszkanie. I pewnie też był droższy od mojego całego mieszkania. Mojego dawnego mieszkania, teraz mam dom, z Edwardem. Mój mężczyzna stanął za mną, a ja ze śmiechem ruszyłam przed siebie. Salon był śliczny. Utrzymany w beżowo-kremowych kolorach. Niby jestem dziennikarką z zawodu, ale nawet mi brakował słów aby opisać to miejsce. Kuchnia była duża i nowoczesna. W jadalni znajdował się stół z wieloma miejscami. Czyżby Edward planował dużą rodzinkę? Boże, Bello, to jak będziecie mieć gości. Ale wersja z wielką rodzinką też mi się podoba, a co!  Potem obejrzałam łazienkę dla gości i pokoje gościnne. A teraz nasza sypialnia...Było w niej duże łóżko, na moją twarz wpełzł wielki uśmiech.
Na ścianie umiejscowiony był duży telewizor. Komoda stała w rogu. Wejście na taras. I trzy pary drzwi. Za jednymi łazienka, za drugimi garderoba, a za trzecimi...? Weszłam tam, a Edward za mną. Pokój był całkowicie pusty. Tylko ściany były pomalowane na kolor błękitny.
-Co to za pokój, Edwardzie? - zwróciłam się w stronę narzeczonego. Uśmiechnął się lekko.
-To jest takie zabezpieczenie - wytłumaczył, podniosłam pytająco brew - No wiesz. To będzie pokój dla naszego dziecka, Bells. Nie pomalowano ścian bo nie wiemy czy będziemy mięli chłopczyka czy dziewczynkę. Ten pokój łączy się z naszym aby być blisko malucha. Jak urośnie przeniesie się do pokoju w dalszej części domu - wyjaśnił. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
-Jesteś wspaniały - zarzuciłam ręce na jego szyję - Kocham cię - pocałowałam go lekko. Oddał pocałunek. Zaśmiałam się lekko i pogłębiłam pieszczotę. Edward mnie podniósł, a ja oplotłam go nogami w pasie.
-Będziemy oblewać nowe łóżko w nowym domu? - zachichotałam, a Edward mruknął - A tak w ogóle kiedy się tu przeprowadzamy? Po ślubie? Teraz?
-Kiedy chcesz...-zamruczał całując mają szyję. Jęknęłam cicho odchylając głowę do tyłu aby dać mu większy dostęp do sprawowania mi rozkoszy. Mruknęłam z rozkoszy i z zamyślenia. Bo kiedy...? Wiadomo, chciałabym przeprowadzić się tu jak najszybciej, ale z drugiej strony...
-Może być po ślubie? - spojrzałam na Edwarda, a on uśmiechnął się i pokiwał głową na znak, że się zgadza.
-Kocham cię - szepnął.
-Ja ciebie też.

** ** **

Edward położył moje torby w salonie. A no bo tak...Mój mężczyzna zgodził się na przeprowadzkę do naszego domu po ślubie, jak najbardziej, nie protestował. Jednak w drodze do mojego mieszkania oznajmił, że mam się pakować. Nie zrozumiałam, więc zapytałam o co mu chodzi. Mój luby ładnie wytłumaczył mi, iż zgodził się na wspólne mieszkanie w nowym domu po ślubie, ale teraz ja przeprowadzam się, jak on to nazwał, z mojej ''klitki'' do jego mieszkania. I tak też zrobiłam, on przystał na moje, a ja na niego. Zresztą co tu przystawać? Ja chciałam z nim mieszkać. Zasypiać i budzić się koło niego.  I tyle.
Usiadłam ciężko na kanapę. Zdjęłam moje szpilki, stopy bolały mnie niemiłosiernie. Po jakimś czasie przebrałam się w koszulę Edwarda i tak paradowałam po mieszkaniu. Mój ukochany nie protestował, wręcz przeciwnie. Pożerał mnie wzrokiem, ale ja mu się nie dałam, a on robił minkę zbitego pieska. W końcu się poddał. Również się przebrał, chyba na złość mi. Bo on miał na sobie tylko krótkie, luźne spodenki. Jako, że mięliśmy obydwoje lenia po tym jakże ciężkim dniu to zamówiliśmy pizzę. A gdy jedzonko nam dostarczono Edward włączył telewizor. Wybuchłam śmiechem gdy na co drugim kanale z filmami leciała ekranizacja z nim. Edward jako wampir, Edward jako narkoman, Edward jako bandyta, Edward jako zły policjant, Edward jako bożyszcz nastolatek co akurat jest codziennością, a nie filmową fikcją. Wkurwienie Edwarda w końcu doszło zenitu i wyłączył telewizor. Wyszukał jakiś film na płycie bez jego udziału i usiadł koło mnie. Jako, że ja to ja zamiast spokojnie podziwiać film wysmarowałam Edwarda sosem z pizzy, a potem jako, że on to on kazał mi go wytrzeć...językiem.
W końcu uspokoiłam się i przytuliłam do Edwarda, który w końcu spokojnie mógł oglądać film. Skończył się prowiant. Wstałam i przyniosłam chipsy z kuchni. Edward zdziwił się, że jestem nienajedzona, ale ja ładnie stwierdziłam, że robiąc sobie seans filmowy zawsze muszę mieć coś do jedzenia bo bez tego jest nudno. Zaśmiał się, pocałował mnie w czoło i znów zaśmiał.

** ** **

Obudziłam się w łóżku koło Edwarda, ale za nic nie pamiętam jak tam trafiłam. Najpierw był film, a potem, potem Edward dopiął swego i się kochaliśmy. Długo i namiętnie. Na kanapie, w łóżku, a potem stwierdziliśmy, że jesteśmy spoceni i kochaliśmy się pod prysznicem. Z prysznica wyszliśmy również spoceni, więc potem był relaks w wannie. Aaaa, już pamiętam. Zasnęłam gdy Edward robił mi masaż w wannie. Musiał mnie tu przenieść. Spojrzałam na niego. Spał. Uśmiechnęłam się i zaczęłam go lekko całować. W pewnym momencie zaczął oddawać pocałunki.
-Hmm, przepraszam nie chciałam cię obudzić...-wyszeptałam w jego usta. Westchnął i przyciągnął mnie do siebie.
-Możesz mnie tak budzić zawsze, wszędzie i o każdej godzinie - zaśmiałam się na jego słowa. Ale zakodowałam sobie, że muszę to kiedyś wykorzystać. Wtuliłam się w niego. Edward chyba na nowo zasnął bo jego oddech był spokojny i miarowy.
A ja...?
Ja byłam szczęśliwa chwilą. A dziś czeka nas kolejny szalony dzień.
Przygotowania do ślubu i wesela...
No i Alice...
Bo muszę wybrać suknię ślubną.

_____________________________

Hej <3
Wiem, notka krótka i do dupy.
Przepraaaaaszam!! Wybaczcie mi, następnym razem postaram się bardziej ;3
Hmm, to już rozdział 33.
Szybciutko Nam to zleciało, prawda Misiu?



Koniec na dziś.
Dodaję rozdział...Który pojawił się z dużym opóźnieniem za co też przepraszam!

PaPa :*
Wasza <3
Bells Cullen-Swan

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 32 "Tylko ty..."

Bella wyglądała na zdenerwowaną spotkaniem z moimi rodzicami. Podczas wesela udało mi się zamieni kilka zdań z moja mamą, ale niestety nie zdążyłem uświadomić mojej narzeczonej, że moja mamuśka już ją uwielbia. Jak z ojcem nie wiedziałem. Jego reakcje były zawsze trudne do odczytania, a ja nie byłem specjalistą od ludzkich uczuć. Bella była spięta i nie wiedziała co powiedzieć. Alice i Jasper gapili się to na mnie to na rodziców. W pewnym momencie moja mama przerwała ciszę.
- Oto kobieta, która okiełznała mojego syna.- Powiedziała po czym podeszła do Belli i mocno ją uściskała.
- Już myślałam, że on się nigdy nie opamięta, a tutaj proszę. Ktoś w końcu poskromił tego mojego małego urwisa. - Powiedziała do wybranki mego serca po czym, mimo że była o dobre 30 centymetrów niższa ode mnie, rozczochrała mi włosy jak jakiemuś sześciolatkowi.
- Mamo, proszę cie. Nie jestem dzieckiem. - Bella uśmiechnęła się szeroko kiedy lekko przytuliłem matkę. Alice zaczęła rozmawiać z moja mama na temat wesela i podróży poślubnej, a ojciec stał na przeciwko nas i wpatrywał się to we mnie, to w Bellę. Po chwili wielki uśmiech przyozdobił jego twarz. Podszedł do Belli i lekko ją przytulił nic do niej nie mówiąc. Wiedziałem że Bella się uśmiecha i że wie że moi rodzice już ją zaakceptowali. Nie mówiąc wiele więcej mój ojciec podszedł do mnie i również mnie przytulił.
- Nareszcie synu, nareszcie. - Powiedział tak cicho żebym tylko ja usłyszał i wypuścił mnie ze swoich objęć. Ojciec spojrzał jeszcze na mnie. Trzymał się tak dobrze jak ojciec Alice, był niebiańsko przystojny, a jego wiek tylko dodawał mu uroku osobistego.
- Już od dawna potrzebujesz takiej kobiety. Zdecydowanej, upartej, nieposkromionej. Takiej, której chociaż się postawisz to zawsze cie okiełzna. - W tym momencie uśmiechnął się szeroko do Belli. - Powinniśmy dziękować Bogu że cię nam zesłał, bo Edward już nigdy by się chyba nie opamiętał. Wiem od Jaspera jak cały czas o tobie ględził przez te dwa tygodnie rozłąki i widać że mu na tobie zależy. - Znowu się do niej uśmiechnął, a ona szczęśliwa odwzajemniła uśmiech.
- Ależ panie Cullen...- Nawet nie zdążyła dokończyć, a mój tata już szykował odpowiedź:
- Tato. - Spojrzała na niego z ogromnym uśmiechem na ustach i zabrała się do dokończenia zdania:
- ...tato, to dla mnie czysta przyjemność. Dopilnuje żeby był już teraz grzecznym chłopcem.
- Tak, tak wiem. Wierzę w ciebie, moja droga. - I znowu się do niej uśmiechnął. Bella ujęła moją rękę i przeszliśmy do salonu gdzie siedziała para młoda i moja mama. Omawiali podróż poślubną, Alice mówiła z zapałem jaki to ja jestem kochany, że im fundnąłem wypad na Bora-Bora, Esme słuchała z uwagą, a Jasper milczał. Bella usiadła na kanapie obok swojej najlepszej przyjaciółki i również włączyła się w rozmowę, a mój tata usiadł obok mamy i objął ją ramieniem. Ja za to szarpnąłem brata za kołnierz i wskazałem głowa schody do góry. Jasper zrozumiał, podniósł się z miejsca jednocześnie całując Alice w policzek i podążył za mną w kierunku schodów. Weszliśmy na górę i usiedliśmy na kanapie znajdującej się tuż przy barierce.
- Jasper co się dzieje? Jakiś taki milczący jesteś. - Brat spojrzał na mnie zmęczonymi oczyma.
- Edwardzie, nie wiem co się dzieje. Niby wszystko jest okey, ale...
- Powiedz mi o co konkretnie chodzi.
- O Alice. Ona...zachowuje się dziwnie. Nic nie je, ostatnio mało śpi. Martwię się o nią.
- Może jest tylko przemęczona??? Ona ma bardzo stresującą prace, Jazz. Bycie menadżerem tak ogromnej firmy to niezła odpowiedzialność. Ona musi mieć wszystko w jednym paluszku, wiedzieć wszystko o wszystkim i tyle. Ciebie też na pewno by to zmęczyło. - Brat spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Może masz racje. - Też się uśmiechnąłem. - Zobaczysz Jazz wszystko będzie okey. Teraz powinieneś myśleć przede wszystkim o miesiącu miodowym na który lecisz już jutro. - Brat uśmiechnął się szerzej.
- Masz rację Ed. Dzięki. - Spojrzałem na brata i posłałem mu mój najładniejszy uśmiech.
- Nie ma za co. Od tego jest rodzeństwo. - Wstaliśmy z kanapy i powoli zeszliśmy na dol. Kiedy schodziliśmy po schodach, brat dodał jeszcze tylko:
- Ale następnym razem nie musisz się do mnie tak uwodzicielsko uśmiechać. Jestem twoim bratem, a nie Bellą. Na mnie to nie działa. - Jasper zaczął się śmiać na widok mojej miny. Na początku udawałem naburmuszonego, ale potem zawtórowałem bratu śmiechem.

ℬ+ℰ=❤❤❤❤❤

Razem z Bella opuściliśmy towarzystwo około siódmej wieczorem. Wsiedliśmy do auta i nastała głucha cisza. Po chwili Bella się odezwała:
- Masz świetnych rodziców, Edwardzie. - Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Wyjąłem ze schowka czarną chustkę i gestem dłoni nakazałem Belli, aby się odwróciła. Spełniła moje żądanie bez szemrania, a ja zawiązałem jej chustką oczy.
- Ej wariacie...gdzie mnie wywozisz??? - Uśmiechnąłem się chytrze.
- Zobaczysz kochanie. - Odpowiedziałem i ruszyłem z piskiem opon spod domu brata. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Nie ściągając opaski z głowy mojej ukochanej, pomogłem jej wysiąść z samochodu. Chwyciłem mocno jej rękę i prowadziłem ją powoli przez brukowaną ścieżkę. Było ciemno, ale lampy oświetlały nam drogę. Oczywiście Bella tego wszystkiego nie widziała. Jej ręka była bardzo ciepła, wręcz gorąca.
- Edwardzie, gdzie ty mnie prowadzisz??? - Zachichotałem szaleńczo, ale nie odpowiedziałem jej. Chciałem,  żeby miała niespodziankę.
- Teraz się zatrzymaj. - Bella stanęła w miejscu, a ja odwiązałem jej oczy. Spojrzała na to co było przed nią i...zaniemówiła. Dopiero po chwili odzyskała głos.
- Edwardzie...co to jest??? - Zapytała.
- To..???- Wskazałem na całą przestrzeń, która nas otaczała rękoma. - To, Bello jest nasz nowy, wspólny dom. - Moja przyszła żona spojrzała na mnie z niedowierzaniem, a z jej oczu popłynęły łzy. Nie zastanawiając się przytuliłem ją.
- Bello nie płacz.
- Edwardzie, dziękuję. Dziekuję ci za wszystko. - I znowu z jej oczu trysnęły łzy szczęścia.

_________________________________

Hej moi Kochani!!!
Jak tam Nowy Rok?
Jak się udał Sylwester???
Ja miałam napisać coś już 31 grudnia, czyli akurat w Sylwestra, ale już o 9 byłam tak spita, że nie wiedziałam gdzie jestem więc...wyszło jak wyszło.
Mam nadzieje, że rozdział numer 32 się podoba...
Boże...to już 32...Bells niedługo love-is-magic się skończy *ryczy*
Musimy ogarnąć jakiś nowy pomysł Kochana, nieprawdaż???
No dobra...nie zanudzam Was tutaj moim wprost rażącym brakiem inteligencji.
Całuję Was wszystkich gorąco.
I do NN :*:*:*
Wasza pokrecona autorka
Misia

wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 31 "Tak..."

Poczułam jak po policzkach lecą mi łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. On na prawdę mi się oświadczył, to nie były żadne omamy wzrokowo-słuchowe. On to zrobił i powiedział. Wyznał mi miłość. Kochał mnie tak jak ja jego. Kochał mnie! Odwzajemniał moje uczucie. Spojrzałam na niego. Klęczał przede mną, a na wyciągniętej dłoni trzymał śliczny pierścionek zaręczynowy. Wszyscy milczeli, rozejrzałam się. Na pewno byłam zarumieniona. Zdałam sobie sprawę, że Alice i Jasper, oraz ich rodzice również są zaskoczeni. Alice nie maczała w tym palców. Edward...on sam od siebie. Uświadomiłam sobie, że on cały czas czeka na moją odpowiedź. Otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale nie mogłam. Płacz mi to uniemożliwiał.
-Tak, Edwardzie - wyszeptałam przez łzy. Zobaczyłam jak się uśmiecha. Wstał, wyciągnęłam przed siebie moją drżącą dłoń, a on umieścił na niej pierścionek zaręczynowy. Zarzuciłam mu dłonie na szyję i przytuliłam się do niego. Usłyszałam jak goście weselni zaczęli klaskać, ale nie obchodziło mnie to. Byłam szczęśliwa, od tych cholernych dwóch tygodni, byłam teraz na prawdę szczęśliwa. Odchyliłam się od Edwarda i spojrzałam mu w twarz. Pocałował mnie. Oh, Boże, tak bardzo stęskniłam się za jego ustami! Usłyszałam pisk Alice. Zaczęłam się śmiać. Czułam się wspaniale! Chochlik na mnie wskoczył i obcałował. Reszta też nam gratulowała. Dzień Alice stał się również moim dniem. Szczęśliwym, dniem, którego nigdy nie zapomnę. Reszta wesela minęła spokojnie i radośnie. Raz oderwałam się od mojego narzeczonego aby zatańczyć z panem młodym. Resztę nocy spędziłam w jego ramionach. Przytulałam go, całowałam. Chciałam z nim porozmawiać, on ze mną pewnie też, ale to potem. Teraz jesteśmy świadkami na ślubie i musimy podołać swoim zadaniom...

 ♥♥♥

Weszłam do mieszkania. I poczułam się jak w domu, ponieważ było to mieszkanie Edwarda. Przesiąknięte nim, jego zapachem, wszędzie porozwalane jego ubrania. Czy on tu w ogóle nie sprzątał przez te dwa tygodnie?! Przeszłam przez kupkę ubrań, zrzuciłam z nóg niewygodne szpilki i usiadłam na łóżku. Edward pojawił się w sypialni zaraz za mną. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. Mimo bólu nóg wstałam i podeszłam do niego. Stanęłam na palcach i go pocałowałam. Zaśmiał się lekko i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię - szepnął mi do ucha po raz kolejny tego dnia. Odpowiedziałam mu tak samo cichym "Ja też cię kocham". Edward pomógł mi ściągnąć sukienkę i dał mi swoją koszulę do spania. Położyłam się, a on koło mnie. Miałam na niego ochotę, ale byłam zmęczona, a po drugie chciałam z nim porozmawiać. Jednak on mnie wyprzedził i to on zaczął rozmowę.
-Odeszłaś...-szepnał patrząc mi w oczy. Przejechał opuszkiem palca po moim policzku, pochylił się i lekko mnie pocałował. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, ale po chwili odważnie spojrzałam na mojego ukochanego.
-Nie miałam siły, musiałam. Nie, nie musiałam, ale...Oh, cholera! Edwardzie, ja nie potrafiłam oddzielić seksu od uczuć. Zakochałam się w tobie, próbowałam zignorować to uczucie, ale nie potrafiłam. W końcu nie dałam rady i odeszłam. Myślałam, że mnie nie kochasz. Pamiętasz jak chciałam ci coś powiedzieć na Bora-Bora, ale nie powiedziałam? - spojrzałam na niego czule. Kiwnął głową na znak, że pamięta - Chciałam powiedzieć, że cię kocham, ale stchórzyłam. Bałam się, że ciebie stracę - wtuliłam się w niego, a on przytulił mnie do siebie. Leżeliśmy przez jakiś czas w ciszy.
-Kochałem cię już wtedy, Bello - szepnął przygryzając płatek mojego ucha. Zachichotałam wtulając się w jego tors. Zaciągnęłam się jego zapachem, za którym tak kurewsko się stęskniłam. Za nim całym się stęskniłam. Ale teraz...On był mój, a ja byłam jego.
-Edward? - zaczęłam pytająco - Powiedz to jeszcze raz, proszę...-jeszcze bardziej się zarumieniłam. Od kiedy ja się rumienię?!
-Co mam powiedzieć, Bello? - pogłaskał mnie po plecach przygarniając jeszcze bliżej do siebie o ile to było możliwe. Widocznie było. Podniosłam głowę ku górze, a brodę oparłam o jego pierś.
-Powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz...-szepnęłam cichutko. Edward uśmiechnął się. Pocałował mnie w czoło.
-Isabelo Marie Swan kocham cię i niedługo sprawię, że zostaniesz panią Cullen - pokiwałam głową. " Zostanę", uśmiechnęłam się sama do siebie. Byłam niezaprzeczalnie szczęśliwa. W tej chwili miałam wszystko czego mi potrzeba, a nawet więcej. Miłość, dobrą pracę z perspektywą na dalszą karierę, przyjaciół i jeszcze raz miłość. Bo przecież Edward to dla mnie wszystko. Tylko Edward może sprawić, że za jednym słowem mój świat się zawali lub, tak jak teraz, będzie dla mnie rajem na ziemi. Kocham, jestem kochana. Jeszcze raz głęboko odetchnęłam aby poczuć jego zapach. Jego dłoń pieszczotliwie przesuwała się po moich plecach. Co chwilę masował mój kark i szyję, a ja wzdychałam szczęśliwa. Byłam zmęczona, ale to było silniejsze ode mnie. Oparłam się na łokciu i spojrzałam Edwardowi w twarz, miał otwarte oczy. Dobrze, nie śpi. Pochyliłam się nad nim i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Oddał go jak najbardziej chętny. Położyłam dłoń na jego torsie i zaczęłam wodzić dłonią po jego klatce piersiowej i brzuchu. Edward zadrżał, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Uniósł się i obrócił nas tak, że teraz to on siedział na mnie okrakiem i pochylał się nade mną. Oplotłam go nogami w pasie. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i w tym samym czasie wyszeptaliśmy "Kocham cię". To było takie magiczne, takie intymne, takie nasze. Edward ciągle utrzymując kontakt wzrokowy zaczął się powoli pochylać. W końcu nasze usta się zderzyły. Przyciągnęłam go natychmiast jak najbliżej siebie, a moje nogi mocniej zaplotły się wokół jego bioder. Jęknęliśmy. Edward włożył dłoń pod moją, jego koszulkę. Zetknięcie jego skóry z moją spowodowało, że przeszedł mnie przyjemny prąd rozkoszy. Edward zaczął składać pocałunki na mojej szyi, ramionach, polizał moje obojczyki. Mruknęłam i zatopiłam dłonie w jego włosach wczepiając w nie palce i lekko go ciągnąc. Odchyliłam głowę do tyłu aby dać mu większy dostęp do dawkowania mi rozkoszy. Tęskniłam za tym tak cholernie mocno, że czuję się tak jakbym nie czuła jego dotyku od parunastu lat, a nie dwóch tygodni. Zaczęłam szybciej oddychać, czułam jak Edward się uśmiecha. W końcu mój luby pozbył się mojej, jego koszuli. Ze stanikiem nie musiał się wojować, ponieważ go nie miałam. Wciągnął powietrze i zaczął ugniatać delikatnie moje nabrzmiałe od podniecenia piersi. Zaczęłam co chwilę mruczeć z przyjemności. Zaczepiłam palcem o jego gumkę od bokserek z szatańskim uśmieszkiem na twarzy. Edward warknął, jednak nie długo trwała moja dominacja, ponieważ Edward pochylił się i zassał moją pierś. Szarpnęłam się, a on położył dłonie na moich biodrach i mnie przytrzymał. Ma zamiar mnie torturować, czy co? Znów się szarpnęłam, a on zachichotał. Gdy uścisk Edwarda rozluźnił się wykorzystałam okazję i obróciłam nas tak, że teraz to ja byłam na górze. Otworzył zdziwiony oczy, a ja uśmiechnęłam się łobuzerko.
-Cześć, przystojniaczku - wyszeptałam mu do ucha. Zaczęłam schodzić pocałunkami na dół, ale za nic nie ściągnęłam jego bokserek. O nie, nie! Teraz to ja go pomęczę. Edward wydawał z siebie bliżej nie określone dźwięki, a mnie one zajebiście zadowalały. Po jakimś czasie Edward znów nas obrócił, ale tym razem wyciągnął zabezpieczenie, pozbył się szybko naszej bielizny i wszedł we mnie...A reszta była czystą rozkoszą.

 ♥♥♥
 
Obudziłam się wtulona w Edwarda. Mojego Edwarda. Mojego narzeczonego. Spojrzałam na niego. Nie spał. Miał otwarte oczy i spoglądał na mnie z lekkim uśmiechem. Podciągnęłam się i pocałowałam go lekko.
-Dzień Dobry - cmoknęłam go jeszcze raz.
-Dobry, kochanie...-ziewnął. Nadal wyglądał na śpiącego. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 11:20, czyli trochę pospaliśmy. Spojrzałam na swoją rękę, na której widniał pierścionek zaręczynowy. Podniosłam dłoń tak, że zanurzyła się w promieniach słonecznych wpadających przez okno. Brylanciki zaczęły się błyszczeć, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Kocham cię - Edward przycisnął mnie bardziej do siebie. Pokiwałam głową. 
-Lubię gdy mi to mówisz - nadal obserwowałam pierścionek. Edward zaśmiał się lekko, pochylił się i co chwilę szeptał mi do ucha, że bardzo mocno mnie kocha. Spojrzałam na niego. Mogłabym tak z nim leżeć cały dzień, ale musieliśmy zobaczyć jak tam nasza para młoda. Wstałam z lekkim ociąganiem i poszłam do łazienki aby wziąć kąpiel. Edward dołączył się do mnie, jak on to powiedział "Wiem, że mamy mało czasu. Będę grzeczny, tylko umyję ci plecki, kochanie". No i był grzeczny, przynajmniej się starał.
O godzinie 14:00 byliśmy u Jaspera i Alice. Chochlik mało co nie stracił głosu przez te piski jak zobaczył mnie z Edwardem. Wiedziała już, że jesteśmy zaręczeni, ale mimo to cieszyło ją to, że ja wchodzę do niej do domu z uśmiechem na twarzy. Edward objął mnie w talii, a ja wtuliłam się w niego.
-Nasze gołąbeczki - uśmiechnął się Jazz.
-I kto to mówi? - odpysknął Edward.
-No, stary, gratuluję w końcu...- Jazz podszedł i poklepał go po ramieniu. Zaśmiałam się. Byli też tam rodzice Edwarda, którzy mnie nie znali, a ja nie znałam ich. Doktor Cullen wiedział o mnie tylko tyle, że zostawiłam jego syna jak się o mnie pobił i został ranny. Niezbyt pozywywnie.
-Oto kobieta, która okiełznała mojego syna...-usłyszałam ciepły głos jakiejś kobiety.
O Boże, spraw aby jego rodzice mnie polubili...

_______________________________


No, kochani, oto rozdziałek 31.
Już 31, ojejku, ale szybko.
Ale, ale...
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Ja jestem z niego nawet zadowolona.
Ale opinie pozostawiam Wam, moje drogie.
Do napisania!
Wasza Bells Cullen-Swan

Robert przy kręceniu Twilight jak widać chciał zasmakować palca Kristen. Mniam? 
 ♥♥♥